25 kwietnia 2016, godzina 16:34
Zajęcia w klubie, jak zwykle się wydłużyły. Miałem właśnie wracać do domu, gdy zaczęło kropić. Mój dom stał nie daleko od budynku szkoły. Wyszedłem z nadzieją, że bardziej się już nie rozpada. Mieszkałem sam, więc gdyby nie pogoda, nie śpieszyłbym się z dotarciem do mieszkania.
Mijałem uliczki. Zawsze wracając, nie zwracałem większej uwagi na ludzi, których mijałem. Tym razem był wyjątek. Usłyszałem donośny męski głos. Widziałem przebiegającego obok mnie chłopaka, wyglądał na wystraszonego. Zaraz za nim biegło dwóch mężczyzn. Chłopak wydawał się mieć mniej więcej ten sam wiek co ja. Zazwyczaj bym się tym nie interesował i dalej kierował się w stronę mieszkania, ale nie tym razem.
Chłopak był na tyle zajęty ucieczką, że nie zwrócił uwagi na przejeżdżające auto. Było na tyle blisko, że nie zdążyłoby się zatrzymać. Moja reakcja była jak każdego człowieka, chciałem go uratować. Wbiegłem na ulicę i popchnąłem chłopaka tak aby uniknął zderzenia z autem. Nagle poczułem tępy ból. Jedyne co potem słyszałem to krzyki ludzi oraz dźwięk nadjeżdżającej karetki.
Straciłem przytomność prawda? Nic temu chłopakowi się nie stało, prawda? A co ze mną? Widzę tylko ciemność, a ból ustał. Umarłem...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz